Zapisz się na newsletter

 

Poprzednie edycje: rok 2012

ODSŁONA LIPCOWA 13-14.07.2012

W połowie lipca, w nowym - powiększonym i odnowionym amfiteatrze pojawiły się kolejne gwiazdy największego formatu, a publiczność doświadczyła muzycznej podróży w czasie, do okresu największej sławy ikon muzyki rockowej.  

6. Festiwal Legend Rocka, 13-go lipca przy niemal całkowitych ciemnościach, otworzył występ Ray Manzareka i Robby Kriegera, czyli klawiszowca i gitarzysty z legendarnej amerykańskiej formacji „The Doors”. Dobierając sobie do kompanii trzech dużo młodszych muzyków: basistę, perkusistę i wokalistę, Manzarek i Krieger wypełnili z nawiązką postawione przed nimi przez polskich fanów zadanie. Zagrali wspaniałe, dziś należące do klasyki rocka, utwory: „Five To One”, „Alabama Song/Whisky Bar”, „Break On Through (To The Other Side)”, „People Are Strange”, „LA Woman”, „Crawling Kingsnake” i na bis „Light My Fire”.  W tych warunkach, przy padającym deszczu, szczególnie zabrzmiał utwór o jeźdźcach burzy („Riders On The Storm”). Pojawił się także epicki i pięknie wykonany „When The Music’s Over”. Następca Jima Morrisona - David Brock (to nie ten sam co z grupy „Hawkwind”), śpiewał bardzo dobrze, do tego sylwetką, ruchami, fryzurą, trochę z twarzy i, co najważniejsze, głosowo przypominał legendarnego frontmana grupy. W tym obecnym składzie „The Doors” najważniejszy jest jednak nie wokalista lecz klawiszowiec - Ray Manzarek. Stojąc lub siedząc za klawiaturą gestami pokazywał co i kiedy zagrać, kto ma wejść na solówkę,  kiedy utwór ma się skończyć. Jego partner - Robbie Krieger miał kilka świetnych solówek, na gitarze elektrycznej, a na klasycznej hiszpańskiej w stylu flamenco zagrał utwór „Spanish Caravan”. Przez nieco ponad półtorej godziny było pięknie. Wspomnienia odżyły, nie tylko w moim sercu rozpalając jasne, pełne płomienie. I będą się te płomienie palić w każdej chwili, gdy sięgnę po nagrania „The Doors”.

Już po powrocie do domu, z taką samą chęcią sięgnąłem po nagrania innych wykonawców, którzy wystąpili dzień po Manzarku i Kriegerze, w sobotę 14 lipca. Koncerty rozpoczęła grupa, która już w Dolinie Charlotte kilka lat temu wystąpiła, a w roku ubiegłym w tym samym miejscu zagrał jej dawny lider Alvin Lee. Jak zagrał to wiedzą i pamiętają wszyscy co w sierpniu 2011 roku byli. W 2012 jego trzej koledzy z „Ten Years After”, czyli Rick Lee (perkusista zbieżność nazwiska z Alvinem), Chic Churchill (klawiszowiec) i Leo Lyons (basista) od 9 lat wspomagani przez dużo młodszego, śpiewającego gitarzystę Joego Goocha - zagrali niemal to samo, ale zupełnie inaczej, z młodzieńczą energią, finezją, doskonałością i wyćwiczonym przez lata całkowitym zrozumieniem. Zagrali i zaśpiewali (Gooch) z radością największe przeboje, najważniejsze i najbardziej znane tematy, od „Hear Me Calling” poprzez „Love Like A Man” po „I’m Going Home”, w którą wplecione zostały nieśmiertelne rock and rollowe tematy. A publiczność, tak jak dzień wcześniej, podczas występu „Doorsów” razem z nimi śpiewała, tańczyła, świetnie się bawiła i też nie chciała się z nimi rozstać, mimo pogody jak na festiwalu w Woodstock w 1969. 

Zespół, który jako drugi pojawił się na scenie - „Savoy Brown”, to grupa, która ma ogromne zasługi na polu blues-rocka (choć w jej historii był także okres hard-rockowy). Niektórzy porównują ją do słynnych „Bluesbreakers” a lidera grupy Kima Simmondsa do Johna Mayalla. „Savoy Brown” był w Polsce po raz drugi (w 1997 widziałem go na festiwalu „Rawa Blues”), tak jak poprzednio przypomniał kilka swoich starych nagrań („Train To Nowhere”, „Hellbound Train”, „Mr. Downchild”, „Keep On Rollin’”, „I’m Tired”, „Kings Of Boogie”, „A Man Alone”, „Let It Ride”) jak też utwory z ostatniej płyty studyjnej „Voodoo Moon”.

Pierwszą, lipcową część 6. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotte zakończyła grupa „Cactus”, która w tym miejscu, jak i w Polsce wystąpiła po raz pierwszy. Pewnie dlatego, że jej liderowi perkusiście Carmine’owi Aplice i basiście Pete’owi Bremy, spodobało się rok temu, gdy w tym samym amfiteatrze (choć teraz już znacznie powiększonym) zagrali jako członkowie prawdziwie legendarnego zespołu z USA – „Vanilla Fudge”. Wtedy zagrali wspaniale, sami też zapamiętali znakomitą reakcję publiczności, no i nie trzeba ich było długo do przyjazdu do Doliny nakłaniać. Teraz też zagrali mocno, energetycznie i z wdziękiem przypominającym „Vanillę”. Utwory własne a także standardy, jakie teraz zagrali w nieco wolniejszych, hipnotycznych wersjach (rock and rollowe „Long Tall Sally”, od czego zaczęli czy bluesowe „You Can’t Judg A Book By The Cover” bądź „Good Morning Little Schoolgirl”) robiły ogromne wrażenie na widzach, i gdyby było cieplej, koncert „Kaktusów” mógłby trwać do rana. A tak niestety, skończył się przed pierwszą w nocy.

Zdzisław Pająk

 

ODSŁONA SIERPNIOWA 10-12.08.2012

Z zagranicznych gwiazd, frajdę widzom miały sprawić grupy znane już w Polsce z wcześniejszych występów: „Thin Lizzy” i „Uriah Heep”. Wielu fanów rocka spodziewało się jednak, że największą gwiazdą, ba prawdziwą legendą będzie Paul Rodgers, występujący po raz pierwszy w Polsce wokalista i twórca piosenek, którego kariera obfituje w wiele znaczących sukcesów (jak choćby nagroda za 2 miliony radiowych odtworzeń „All Right Now”, wielkiego przeboju grupy „Free”, od której zaczęły się wspaniałe sukcesy Rodgersa). I tak się rzeczywiście stało, choć jak to zwykle po wspaniałych koncertach bywa pozostał pewien niedosyt. Przed Rodgersem, gwiazdą główną festiwalu, w tegorocznej, sierpniowej odsłonie festiwalu w Dolinie Charlotty udział wzięły wspomniane i entuzjastycznie przyjęte grupy „Thin Lizzy” (10.08) i „Uriah Heep” (11.08), a także polskie zespoły: „Kruk” i „Acid Drinkers” (w piątek, 10.08), „Złe Psy” i „Budka Suflera” (w sobotę, 11.08) oraz „Chemia” i „Perfect” (w niedzielę 12.08).

Grupa Kruk wystąpiła w Dolinie Charlotty już po raz trzeci. W 2010 roku zespół został laureatem konkursu dla młodych zespołów „Sen o Dolinie” i w nagrodę wystąpił przed Ericem Burdonem i Arthurem Brownem. Kolejnego lata Kruk zagrał już jako pełnoprawny uczestnik przed zespołem Deep Purple. Wielu fanom rocka „Kruk”, który wyrasta na wielką gwiazdę klasycznego rocka w Polsce, tegoroczny występ bardzo się podobał. Żartobliwe i „zakręcone” opracowanie piosenek „Floydów” („Another Brick In The Wall”) czy Joe Dassina sprawiło, że grupa Acid Drinkers została pozytywnie odebrana nawet przez publiczność preferującą lżejsze brzmienie. Pierwszy dzień festiwalu ukoronował występ grupy „Thin Lizzy”. Irlandczycy zaprezentowali prawie wszystkie przeboje z czasów największej świetności zespołu. Usłyszeliśmy pogodne „Boys are Back in Town” i trochę cięższy „Emerald”, nie zabrakło także hitowego utworu „Whiskey in the Jar”.   

Drugiego dnia rewelacyjnie wypadł występ grupy Andrzeja Nowaka (z TSA) z Pawłem Mąciwodą (Scorpions), wspomaganych przez trzech młodszych i mniej znanych kolegów. „Złe Psy”, bo tak nazywa się ta grupa, przedstawiły piosenki ze swojej debiutanckiej, bardzo udanej płyty. Zaśpiewał je Andrzej, od czasu do czasu popisując się efektowną i energetyczną grą na solowej gitarze, no i entuzjastycznie przez publiczność przyjętym spacerkiem po widowni amfiteatru. Bardzo dobrze tego samego dnia zabrzmiała „Budka Suflera”, która przypomniała nagrania z dwóch pierwszych albumów „Cień wielkiej góry” i „Przechodniem byłem miedzy wami”. „Budka Suflera”, od dawna ciesząca się uznaniem dzięki „popowym” przebojom z ostatnich lat, zgromadziła największą publiczność tej sierpniowej części festiwalu, która być może czekała na „Bal wszystkich świętych” czy „Takie tango” a usłyszała „Sen o dolinie”, „Jest gdzieś taki dom”, „Noc nad Norwidem” i suitę „Szalony koń”, dzięki czemu dowiedziała się, że lubelski zespół takim właśnie repertuarem zasługuje na eksponowane miejsce na festiwalu „Legend Rocka”. Koncerty tego dnia zakończył zespół

„Uriah Heep”, który obok nagrań z nowej płyty „Into The Wild” przypomniał swoje wielkie utwory: „July Morning”, „Gypsy”, zagrany na bis „Easy Livin’” czy zaśpiewany wspólnie z publicznością, niezapomniany „Lady In Black”. Publiczność niedzielna wspomagała śpiewem Grzegorza Markowskiego, który wraz z kolegami z grupy „Perfect” przedstawił wielkie polskie rockowe przeboje. Nie zabrakło „Autobiografii”, „Lokomotywy z ogłoszenia”, „Niewiele ci mogę dać”., „Nie płacz Ewka”, „Chcemy być sobą”, „Pepe wróć” i „Niepokonanych” wzbogaconych intensywną i efektowną grą Darka Kozakiewicza, Jacka Krzaklewskiego, Piotra Szkudelskiego i Piotra Urbanka. Do Perfectu publiczność rozgrzał młody polski zespół Chemia. Tegoroczny festiwal zakończył Paul Rodgers, wielki głos i bardzo sympatyczny człowiek, którego spotkanie z dziennikarzami jak i występ, były wielkimi i niezapomnianymi wydarzeniami. Kto nie był, niech żałuje i rezerwuje czas na następne edycje za rok.

Ta strona używa COOKIES.

Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies, zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.

OK, zamknij